Ważenie – dalej trzymam się CEL’u?

Stawanie na wadze urosło w mojej głowie do rangi czegoś ważnego ale i za razem przerażającego. Sama siebie próbuję przekonać, że nie chodzi o cyfry. Ten proces nie trwa od dzisiaj… poniżej tekst na moim drugim blogu na ten temat:

Każda zmiana w moich oczach, wymaga takiej liczby ponownych prób aż zostanie wprowadzona na stałe.

Tak jak z założenia miałam ważyć się raz w tygodniu, ale pojawia się we mnie ciekawość. A… ciekawe ile dziś ważę. Tak z założenia miałam ważyć się w czwartki… a od minionego czwartku zważyłam się jeszcze 3 razy! Zaczynałam od spadku wagi, ważąc się w sobotę… było tak samo, ważąc się w poniedziałek był lekki wzrost wagi…

Po tym wzroście po raz kolejny miałam okazję przyglądać się swojej reakcji… swoim aktualnym oczekiwaniom co do mojego ciała, do tego jak powinno reagować na zmianę odżywiania. Po raz kolejny pod trzoszke innym kontem spojrzeć na to co mnie motywuje. I na ile faktycznie chodzi mi o zdrowie a na ile o efekt.

Nie chcę by chodziło o jakiś wynik na wadze, nie chcę tworzyć sobie presji, nie chcę stać się sama dla siebie królikiem doświadczalnym.

Chcę żyć, cieszyć się… czerpać radość z tego co robię, z tego w jaki sposób i co jem, czym siebie karmię, jak i swoją rodzinę.

Cień rozczarowania, pomieszany z poczuciem minionych „porażek” lekcji odezwał się we mnie… dając mi nie popalić… a okazję do tego by przytulić swoją własną niepewność, takie przestraszenie w środku, poczucie… oj coś znów zrobiłam nie tak.

Kocham Siebie i każdy etap swojej wędrówki! Cudowanie jest mieć możliwość patrzeć na swoją transformacje wewnętrzną <3

Dlaczego mam robić sobie wyrzuty? Skoro to jest etap… może nie jestem już nasieniem… ale i nie dojrzałym cedrem 😀

Posted in Mierzalne zmianyTagged ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *