Poczucie niezależności – wow!

Dwa dni temu wybraliśmy się do Warszawy załatwić kilka spraw, a że mieliśmy troszkę czasu wolne i chcieliśmy kupić kilka nietypowych produktów do jedzenia, postanowiliśmy podjechać do centrum handlowego.

Gigantyczne centrum, gdzie są sklepy wszelkiej maści… weszliśmy do hipermarketu i wiem jak było kiedyś…

Moje oczy biegały od półki do półki, od produktu do produktu. Cała ja chciałam posiąść tak wiele przedmiotów które widziałam. Czułam się jak osoba uzależniona w składzie ulubionych gratów.

Wyjazd stawał się też okazją do tego by się najeść jedzenia, którego normalnie nie jadam. Tak jak małe dziecko na wycieczce obowiązkowo oczekuje wizyty w McDonald tak ja nie szczędziłam sobie słodkości, lodów, fast-foodów.

A jak było tym razem?

Całą drogę powrotną rozpływałam się w błogiej satysfakcji, że przestałam być uzależniona. Radość, że nie zachowuję się jak „narkomanka” na głodzie. Jakie to było niesamowite… chodzić po tym gigantycznym sklepie gdzie niemal każdy rodzaj produktu posiada własną niesamowicie długą alejkę regałów. Patrzyłam na słodkie napoje, alkohole, piwa, pieczywo, przekąski, gotowe jedzenie… czyli punkty, które kiedyś najbardziej przykuwały moją uwagę. No i naturalnie wszelkie jak ja to nazywam „graciarskie” wyspy, z wieloma cudami, których „każdy potrzebuje” i nie odczuwałam pragnienia. Odczuwałam zdumienie, podziw do tego, że AŻ TYLE tego wszytskiego jest… a mnie to zupełnie nie interesuje. Zdziwienie, że ludzie są w stanie wyprodukować tak wiele rodzajów, wersji produktów, w tak różnych, niektórych nawet pięknych opakowaniach, tylko po to by przekonać innych, że właśnie ten produkt jest POTRZEBNY.

Kiedyś wychodziłam z takiego popołudnia z poręczem niepotrzebnych rzeczy i przepełnionym żołądkiem.

Teraz… poszliśmy do „jadłodajni” gdzie podają różnorodne jedzenie „na wagę”, nie złapałam się już na trik gigantycznego talerza. Wzięłam nie talerze a miseczki (na wynos) o objętości na moje oko ok. 0,5 litra. Nałożyłam różne rodzaje świeżych warzywa, surówek i LUXusowo się czułam, nie głodna, zadowolona, że jem tak kolorowo.

Teraz… nie kupiłam zbędnych rzeczy, które poza tym, że kosztują, zajmują w domu niepotrzebnie miejsce, absorbują moją uwagę. Bo każdy przedmiot, który posiadałam wpisywał się na listę rzeczy, za które jestem odpowiedzialna.

(GIGA TALERZ - nakłada się jedzenie na talerze, którym nie wiele brakuje do 50 cm średnicy - trik polega na tym, że nakładamy na talerz taką ilość jaką zwykliśmy nakładać w domciu, z tym, że talerz jest niemal dwukrotnie większy od naszego. Kilka razy było tak, że nałożyłam tyle ile oczy chciały, podeszłam do kasy i ze zdumieniem zobaczyłam, że jest tam niespełna kilogram jedzenia! A w połowie jedzenia posiłku, stwierdzałam, że ta połowa to i tak za dużo... no ale skoro zapłacone, to się zmieści) 

Jak wspomniałam wracając – czułam radość! Zobaczyłam jak na przestrzeni ostatnich 5 lat zmieniłam się. Jak poprzestawiałam w swojej głowie wartości, potrzeby…

Dziękuję sobie za każdą chwilę, za każdą kolejną próbę, za każdą w moich oczach minioną porażkę (lekcję)… dzięki temu co było mogę być tutaj gdzie jestem.

DZIĘKUJĘ Madziu, jesteś niesamowita i robisz piękne rzeczy <3

Posted in RafleksyjnieTagged , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *