Cudownie jest o tym nie myśleć…

Przez wiele lat słowo dieta, ograniczenia ciągnęły się za mną jak łańcuchy, które nie pozwalają swobodnie iść, a co dopiero radośnie pląsać po świecie .

Dziś upływają pełne 3 tygodnie od naszego postanowienia o kolejnej zmianie w naszym żywieniu. Wiecie co? Wcale nie myślę o tym co mam zjeść, a co potem, a co potem… odpuściłam jedzeniowy obłęd. Powoli też odpuszczam WAGOWY obłęd.

Wchodzenie na wagę wcale już nie jest moim wyznacznikiem postępu. Bo o jakim postępie być może mowa, skoro planuję uczyć się jeść pięknie, odżywczo i wartościowo do końca świata… a nie na kilka miesięcy, aż waga spadnie do określonego poziomu.

Podejście osiągania CELU zawiodło mnie zbyt wiele razy by ponownie naiwnie myśleć… że a nóż tym razem po odpuszczeniu diety i rozpoczęciu wrzucania w siebie śmieci waga nie zacznie rosnąć.

Teraz jasno i klarownie widzę jak ciało prezentuje to jakie mamy podejście do odżywinia, żywienia, ruchu… do siebie.

Patrząc na siebie jestem głęboko przekonana, że każdy człowiek jest niemal skazany na zmianę sposobu odżywiania ze śmieciowej na piękną. Gdy pracujemy ze sobą, nad sobą… próbujemy się kochać, szanować – nieuniknionym staje się odżywianie w taki sposób, by było wyrazem głębokiego szacunku do ciała.

U mnie właśnie teraz to się dzieje! Patrzę na siebie i ogarnia mnie radość na myśl, że dbam o swoje ciało tak jak ono dbało o mnie przez wiele lat… mimo tego, że robiłam ciału krzywdę, ono nie zawodziło… było jak cichy, wierny, serdeczny towarzysz. Teraz przyszedł czas by to zobaczyć!

Jeśli chcesz mi towarzyszyć w tej drodze, być może zainspiruje Cię to do swojej własnej zmiany – zapraszam na:

Posted in Refleksyjnie o ciele

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *