Z dziennika… 6 dzień, minus 2,1 kg

Dziś po pełnych 6 dniach dbania o to co jem, stanęłam na wagę i wskazuje -2,1 kg. Stałam tak na niej i nie wiedziałam czy się cieszyć, czy zachować dystans. Pamiętam z przeszłości, że wielokrotnie wpadałam w obłęd ważenia, albo będąc na „diecie” ważyłam się często, a było to motywatorem i wyznacznikiem jak mi idzie na diecie. To znów po odstawieniu diety, unikałam wagi jak ognia, ze strachu, że pokaże to czego nie chciałam widzieć. Czułam, że tyje, ale wolałam przymykać na to oko.

Dziś myślałam, jakie podjeście jest wspierające. Nie dobre, a wspierające. Myśląc o tym, że jedno jest dobre drugie złe, stajemy się bardzo podoatni na ocenę i zniechęcenie..

A gdyby tak potraktować wskazanie na wadze jako wskaźnik, tego jak dbam o swoje ciało?

A gdyby ową utratę blisko 2 kg traktować jako sygnał płynący z ciała? Takie wdzięczne – dziękuję – że zaczęłaś o mnie dbać. Dziekuję, że zauważasz moje potrzeby i odżywiasz mnie w nowy sposób?

-2,1 kg – Ciało reaguje na zmianę odżywiania. Ale jak ma nie reagować, skoro serwuję mu takie doskonałość. Nie ma powodu do zdziwienia, prawda?

Z radością przyjmuje te nowe lekcje jakie niesie każdy dzień.

Mam też potrzebę podzielić się swoim „wynikiem” z innymi. Ciekawa jestem z czego to wynika? Jest troszkę do zmotywowania osób do których piszę, ale chyba głównie karmi moje EGO – hej zobacz co ja mogę. Jakbym sama dla siebie gdzieś w środku robiła z tego ową WIELKĄ sprawę. A już co nieco przeżyłam i wiem, że jeśli coś urasta u mnie do rangi wieliego, to z czasem zaczyna ciążyć.

Chciałabym się skupić na ciele jako moim domu, dbać o niego… odmalować ściany, sprawdzić czy nie potrzebuje napraw w instalacjach. Nie chcę tylko chodzić w koło niego z miarką i wagą. Chcę tym razem inaczej!

Nie celebrować CYFR, a tą niesamowitą maszynę, cudowną konstrukcję jaką jest moje ciało. Ciało, dzięki któremu codziennie mogę się budzić, chodzić, smakować jedzenie, napawać się zapachami, tulić bliskich… i ogólnie doświadczać życia i tego co przynosi. Czuć emocje – przecież ja je w ciele odczuwam. Karmić dzieci, stwarzać warunki by mogły we mnie rosnąć… tyle powodów do wdzięczności jest, Na tym się skupię – na rozroście świadomości jakim cudem jest moje ciało dla mnie <3 co dzięki niemu mam, i jak wiele jest powodów by o nie dbać!

„Powinieneś się skupić na najwspanialszym związku, jaki możesz mieć: związku z samym sobą.”

Tak pomyślałam, że sztuka tworzenia relacji jest ważną umiejętnością, również w obliczu przedmiotów i nadawaniu im znaczeń. Z wagą też dobrze jest umieć tworzyć relcje. Tak jak z własnym ciałem czy jedzeniem.

Przy okazji „chwalenia się[1]”, że schudłam[2] 2kg zobaczyłam w sobie potrzebę, zrobienia wrażenia na innych, na otoczeniu. Takie niejawne „ja im pokażę, na co mnie stać”. Taka myśl, że chciałabym już się przenieść w czasie i pokazać im wszystkim w stanie tak – 20kg! Ale zrobią oczy 😀

Widząc to wiem, że to kolejny element mojego postrzegania do modyfikacji. Doświadczyłam już spektakularnej redukcji wagi i nie dającej się ukryć zmiany ciała… czułam dumę jak gdziekolwiek pokazywałam się. Każdy pytał jak to zrobiłam, a ja napawałam się tym! Czułam wyższość, że jestem taka mega! To był przyjemny plus mojej koncentracji na otoczeniu, na tym jak mnie odbierają.

Ale jak postrzegamy rzeczywistość na zasadzie plus/ minus. To za plusem szły też minusy… Poszło to w taką dysfunkcję, że gdy ktoś nie wspominał o mojej zmianie, zdawał się nie zauważać czy też nie mówić o widoczniej zmianie mojej – czułam się zdegustowana. Wyobrażałam sobie, że nie mówi nic, bo… jest zazdrosny.

To jeszcze nic. Wyobraźcie sobie jak miażdżące było poczucie porażki, kiedy waga ponownie zaczęła rosnąć, a ciało wracać do poprzedniego stanu! Wolałam unikać wychodzenia z domu, nie pokazywać się… było mi wstyd. Taka byłam pyszna z powodu swojej cielesnej transformacji, a teraz, co? Spotykając osoby, które wcześniej zachwycały się moją zmianą, widziałam swoimi oczami ich „hej i co się stało”? objawiające się we wzroku mierzącym od góry do dołu i milczeniem. Było mi ciężko.

Dlatego wiem, że skupianie się na robieniu wrażenia na innych jest destrukcyjnym podejściem. Bo cieszy póki to wrażenie robić, ale co gdy karta się obruci? Gdzie wtedy się schować?

Dobrze jest nie brać niczego do siebie! Skupiać się na sobie, nie na otoczeniu. Raczej na tym jak się czuję niż ile ważę i jak wyglądam oczami innych.

Wieczór nagrywanie filmów i robienie zdjęć.


[1] Trudno to tak nazwać, może to nietrafione słowa. Mam potrzebę podzielenia się z innymi.

[2] Mimo starań nas zmianą myślenia, a co za tym idzie słownika… nadal zdarza mi się używać słów jak schudnąć, zrzucić wagę. Uczę się 😊

Posted in Mierzalne zmiany, Refleksyjnie o ciele

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *