Dzień 1 – rozterki i opór

Już wczoraj przygotowałam pierwsze śniadanie. Pastę z twarogu z szynką i koperkiem. Smakowitość. Dziś obudziłam się z myślą, że jest to dzień początku kolejnych zmian. Wczoraj pisząc tekst użyłam stwierdzenia WIELKI projekt. Tutaj chyba leży klucz w moim dzisiejszym samopoczuciu. Wejście na inny tryb żywienia, urosło w mojej głowie do rangi czegoś wielkiego. Dosłownie przytłaczającego i miażdżącego.

Z ciekawością przygotowuję potrawy z listy, ale cały czas towarzyszy mi poczucie irytacji, nacisku i ogromny opór.

Bardzo podoba mi się idea żywienia intuicyjnego. Bo ja też wierzę, że ciało wie czego potrzebuje… Jadąc kilka dni temu na rowerze podśpiewywałam „Moje ciało dobrze wiedziało, czego chciało i potrzebowało, póki wszystko się nie pogmatwało”. Pogmatwanie to to czym karmi się nasze otoczenie od pierwszych chwil. Co gościło na naszym rodzinnym stole. Ja pamiętam, że głównymi daniami były kluski, chleby, ziemniaki, jakieś mięso, warzywa zupełnie wcale i może lekko owoce. Słodycze natomiast stały się formą rekompensaty i pocieszacza. W nagrodę były słodycze, a za karę trzeba było jeść niesmaczną zupę. Wszystko było scukrzone i ostro posolone. Z tego pogmatwania wychodzę, to ciągły proces, który trwa od kilku lat.

Dziś opisałam koleżance jak się czuję w związku z „wejściem na jadłospisy”, jak ja to określam, napisałam. Bo dla mnie to nie jest dieta, chcę żeby to był czas inspiracji. Czerpania z pomysłów kulinarnych, które nie mieszczą się w moim aktualnym pomieszaniu. Czas w którym wprowadzam w swoje życie to co nie jest mi znane. Chcę tak to postrzegać… a jak jest?

– „Chodzę dziś podminowana. Potrzebuję przetransformować myślenie. Towarzyszy mi niepokój,poczucie presji, nacisku… Jedzenie jest wyśmienite, lubię nowości. Nie odczuwam głodu. A tak mnie mentalnie kole ta kartka 😕 Z jednej stronu wdzięczność i otwarcie na inspirację… a z drugiej bunt, opór bo to nie moje 😕 nie po mojemu i nie tak po staremu. Jeże się na myśl o schemacie. „

– Nie lubię robic czegos według rozpiski – koleżanka

– A ja chcę w tym schemacie być… bo z perspektywy czasu widzę ile wziełam dla siebie z tych poprzednich „schematów” ale i się jeżę”

– Nie liczę kalorii, nie stosuję żadnej diety nie ćwiczę wg planu treningowego – koleżanka

– Konflikcik. Wiesz ja przez ostatni rok tak działałam

– „To może czerp z nich inspirację i rób po swojemu?” koleżanka

– Działałam tak po swojemu/staremu i coś silniejsze są bułeczki i ciasteczka I pieczywko. I brak mi uważność by przed capnięciem drożdżówki zapytać czy to aby na pewno mieści się w ramach… „moje ciało zasługuje na coś lepszego”

Posted in Refleksyjnie o cieleTagged , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *